Monday, 14 December 2015

Grudzień

Grudzień to magiczny miesiąc.
Czas w którym spędzamy beztrosko czas ubierając choinkę i wybierając prezenty dla naszych najbliższych.
Czas w którym pozwalamy sobie na posmakowanie luksusu, jakiego w ciągu roku gdzieś brakuje w naszych myślach i czynach.
Czas w którym pozwalamy sobie na wielogodzinne spotkania z najbliższymi i na odrobinę spokoju i radości z nich płynącej.

Dzisiaj ubraliśmy choinkę. W zeszłym roku nasza choineczka była przyozdobiona w kolorze niebieskim. Dzisiaj spontanicznie zdecydowaliśmy o kolorze czerwonym i złotym. Co prawda od paru tygodni rozmawialiśmy o żywej choince, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się na sztuczną. 180 centymetrów udekorowanych kokardkami, aniołkami i innymi ozdobami. Nie wiem, czy uważacie podobnie, ale choinka w domu odmienia atmosferę. Jutro jeszcze kupię gwiazdy betlejemskie i możemy rozpoczynać świętowanie:). Przy okazji ubierania choinki wpadłam na szalony pomysł udekorowania klatki schodowej. Do tej pory uważałam to za przaśne i kiczowate, ale zdecydowanie przyjemniej zrobiło się w okolicach naszych drzwi.

Jeszcze tylko kilkanaście dni...
Nie mogę się doczekać, a wy?




Wednesday, 9 December 2015

Głową muru nie przebijesz

Cóż...
Bywają takie momenty, że jedynym sensownym rozwiązaniem jest ''poryczenie sobie''.
Każdy ma problemy-to fakt.
Dla każdego jego problemy wydają się być ważne-to fakt.
Należy patrzeć wieloaspektowo na problemy i szukać ich rozwiązania-to fakt.

Ale czy z tych faktów, a raczej ich przemielenia w głowie i na języku można stworzyć jakieś sensowne rozwiązanie? Może, oczywiście, że można. Tylko, że ...

***
''Ten problem'' jest jednym z tych, które spędzają sen z powiek powodując, że dopóki gdzieś odpływa świadomość jego istnienia, to człowiek nawet potrafi nabrać  dystansu. Trudności pojawiają się, gdy przychodzi magiczny moment, kiedy problem przypomina o sobie i po raz kolejny przypływają emocje, które nie mogą znaleźć ujścia. I w tym momencie ktoś, kto przeczytał ostatnie kilka linijek mógłby powiedzieć na głos: dziewczyno, czego ty tak naprawdę chcesz?

szacunku.
poważania.
zachowywania się jak dorosły człowiek.

3 rzeczy, które wydają się nieosiągalne. I tak sobie tkwię w tym impasie od paru miesięcy przełykając łzy goryczy, którą stosunkowo szybko udaje mi się ugasić. Ale cierpliwość ma swoje granice, a niestety ta cecha mojego charakteru nie jest moją mocną stroną.

***
kolejne telefony.
kolejne słowa o odpowiedzialności i o konsekwencjach takiego zachowania.
z drugiej strony cisza albo ciche potakiwanie, które nie przekłada się w żaden pozytywny sposób na 3 czynniki o których pisałam.

Obiecałam sobie nie jęczeć. Nie brać pewnych rzeczy do siebie. Trzymać wysoko głowę.
Ale w takich momentach mam ochotę włączyć Nirvanę i wykrzyczeć po raz kolejny jak bardzo ktoś mi komplikuje życie, które jest wystarczająco skomplikowane.

Monday, 23 November 2015

Zapomniane dzień dobry

I znowu minęło kilka tygodni podczas których zaglądałam bardzo rzadko na swojego bloga. Wracając pobieżnie do ostatniej notatki z ogromnym zdziwieniem odkryłam, że nie napisałam niczego nowego od ponad miesiąca. Szczerze mówiąc od momentu rozpoczęcia studiów kartki z kalendarza zmieniają się tak szybko, że czasami nawet nie mam chwili, aby zastanowić się, jakie czynności wypełniały mi ostatnie dni. Niestety listopad jest bardzo słodkim, ale i gorzkim miesiącem. Słodkim bo dokonaliśmy kolejnego kroku w drodze ''oszczędzanie''. Może to zabrzmi idiotycznie, ale udało nam się zaoszczędzić 8% wartości naszego kredytu. Jeszcze do niedawna słysząc takie stwierdzenie wywróciłabym oczami i roześmiała się w głos. Jednakże od kilku tygodni  ćwiczę na własnej skórze pewną postawę, która objawia się tym, że cieszę się z każdego (nawet maleńkiego kroczku do przodu). Pod koniec zeszłego tygodnia zamówiliśmy kolejne rzeczy do domu ( z myślą już o Bożym Narodzeniu). Do tej pory mieliśmy tylko 2 komplety talerzy ( w sumie na 12 osób) plus jakieś ''codzienne'', które są mocno niekompletne. W związku z tym postanowiliśmy kupić jeszcze jeden komplet (wszystko z firmy Luminarc). Teraz jesteśmy już spokojni, że tym razem obędzie się bez nerwówki pod tytułem ''trzeba myć talerze na już bo nie ma czystych, żeby komuś wymienić''. Poza talerzami zaopatrzyliśmy się też w kubki Luminarca z serii ''Morning''. Kubki są ciężkie i stabilne, i co najważniejsze, mają większą pojemność niż standardowe bo 320 ml. Kubki w takiej ilości (15 sztuk) nieco ograniczyły przestrzeń w szafce dlatego też na dniach muszę wystawić to z czym my chcemy się pożegnać (np. szklanki z Krosna), a co może posłużyć jeszcze komuś innemu. Z jednej strony szkoda mi wyrzucać dobre szklanki, ale nie jestem przekonana czy np. 6 kubków z Coca Coli jest nam tak niezbędnym do życia. Ostatnim zakupem była walizka ze sztućcami. Jedną już dostaliśmy na parapetówkę (zdecydowanie najlepszy i najbardziej praktyczny prezent). Tuż przed moimi urodzinami musieliśmy dokupić na już zestaw sztućców i niestety w tym przypadku sprawdziło się powiedzenie, że ''co nagle, to po diable''. Sztućce (na 6 osób czyli 24 elementy) kosztowały nas ok. 40 złotych, ale niestety okazały się szajsem totalnym. Lekkie, nieporęczne i absolutnie nie pasujące do tych '' z walizki''. Podjęliśmy więc męską decyzję, aby z pożegnać się z nimi i jednocześnie zakupić jeszcze jedną walizkę. Po tych zakupach jestem absolutnie spokojna o nasze zasoby kuchenne. Oczywiście, gdyby bardzo chcieć się przyczepić, to znalazłoby się jeszcze parę innych rzeczy do zakupienia (jak chociażby garnki) , ale jak pisałam na samym początku-cieszę się z takiej rzeczy, która zmienia na plus nasze cztery ściany.

Napisałam o pozytywnych. W takim razie co z negatywami? Niestety listopad stoi pod znakiem zdrowia, a raczej chorób. Najpierw Luby się rozłożył, potem ja. A na samym końcu odwiedziły mnie jeszcze problemy stomatologiczne, które były związane z powstałym na dziąśle ropniem. No cóż ... Nigdy o tym nie pisałam tutaj bo to nie jest żaden powód do chwalenia się, ale niestety jestem jedną z tych osób, które panicznie boją się dentysty. Jednak w zeszłą niedzielę musiałam już go odwiedzić bo nie dosyć, że lewa część mojej twarzy bardzo spuchła (na tyle, że miałam ograniczone widzenie na lewe oko), to jeszcze dziąsło bolało mnie mocno, że żadne silne przeciwbólowe leki nie dawały rady. O ile niedzielna, poniedziałkowa i wtorkowa wizyta były znośne, o tyle środowa znowu zwaliła mnie z nóg. W środę przyjął mnie kolejny stomatolog (przychodnia do której zgłosiłam się pracuje w godzinach 8-22, więc codziennie od rana przyjmuje ktoś inny), którego podejście i delikatność ( a raczej jej brak) spowodowały, że całą powrotną drogę do domu przepłakałam. Jednak nie mogłam sobie pozwolić, że zaniechać sprawę i tak w zeszły piątek trafiłam do kolejnego stomatologa (tym razem z polecenia). Okazało się, że przyczyną problemu jest ósemka ... Pomimo ogromnym obaw zdecydowałam się podjąć leczenie i w piątek zjawię się u stomatologa, żeby zrobić porządek z tym zębem. Trzymajcie kciuki ...