Wednesday, 14 October 2015

#8 Tydzień czyli kilka słów o studiach i o filmie, który wywołał sporo emocji

[Post napisany 1,5 tygodnia temu]



Kolejny tydzień minął. Nie wiadomo gdzie rozpłynęły się te godziny i dni. Może gdybym mocniej pogrzebała w pamięci, to bym dostrzegła na co przeznaczyłam czas przez ostatnie 7 dni. Zaczynając tradycyjnie od niedzieli napiszę tylko, że minęła ona pracowicie. W zamyśle miała to być niedziela ''wolna'', a praktyce ''wolna od pracy zarobkowej i umysłowej''. Skupiłam się na sprzątaniu, myciu okien czy drzwi (5 miesięcy to zdecydowanie za długo!). Pralka również wyrobiła swój etat. I kurcze ... pomimo, że tak bardzo zarzekałam się, że dzisiaj odpocznę i sceduję obowiązki na męża (który w niedzielę również pracuję, co prawda tylko dwie godzinki, ale ...) albo wykonam je w inne dni, to po przejrzeniu zapisków na rozpoczynają się jutro tydzień widzę, że nie ma kiedy już umieścić takich rzeczy jak chociażby przejrzenie szafy letniej. Ale posprzątałam, wyskoczyliśmy również na ''szybkie'' zakupy dzięki którym mamy czym się żywić przez kolejny tydzień. Jest to bo bardzo ważne bo od momentu podjęcia decyzji o studiach minęły już bezpowrotne czasy ''spokojnych i wiecznych'' godzin spędzanych na ryneczku czy w markecie. Kurczak z borowikami, bigos, łazanki z kapustą, naleśniki ze szpinakiem i zalewajka z białą kiełbaską-oto, co będzie królowało na naszym obiadowym stole w tym tygodniu. Poza produktami do obiadu kosz został wypełniony makaronami (4 jajeczne-uwielbiam!) i nabiałem jako, że mój plan dnia nie pozwala na spokojnie jedzenie. Jestem zmuszona więc do zastępowania posiłków produktami typu kefir. Ktoś z was mógłby zapytać, co się takiego zadziało, że będę musiała wydzielić czas na poszczególne zadania? Ano ... zaczynam studia. W tym semestrze mam raptem 9 przedmiotów, więc plan sobie ułożyłam tak, aby po pierwsze nic tracić moich lekcji prywatnych z uczniami, a po drugie by jak najmniej bywać na uczelni czyli unikać okienek. Udało się w 90%. Poniedziałek zaczyna się lekko bo tylko 2 zajęcia. Wtorek będzie większym problemem bo 4 zajęcia + praca od 16 do 20. W środy nie będę pojawiać się wcale na uczelni bo nie ma takiej potrzeby, w czwartek zaś znowu wracamy do rozkładu poniedziałkowego. A piątek to raptem jedne zajęcia. Bardzo się cieszę z tak ułożonego planu bo poza studiami będę pracować od poniedziałku do piątku (i zawsze kończę o 20), a także w sobotę (tutaj raptem 4 godziny więc nie jest źle) i od czasu do czasu w niedzielę. Zapowiada się ciekawy semestr.

W sobotę poszliśmy na randkę. Randka czyli kino (chociaż film mało romantyczny bo obejrzeliśmy ''Chemię'') i wizyta w Woku. Film-wbijający w ziemię. Mnóstwo emocji, kilka razy zakręciła mi się łezka w oku. Czytałam sporo recenzji tego filmu i widzę, że opinie na jego temat są podzielone. Dla jednych miłosny gniot, dla innych najbardziej romantyczny polski film. Nie przychylam się do żadnej z tych opinii, ale uważam, że takie filmy są bardzo potrzebne. Bo tutaj mamy nie tylko temat ciąży w czasie poważnej choroby (rak), ale również problematykę choroby i tego jak odnajdują się w tym bliscy chorego. Temat bliski mojego sercu bo przez kilka lat byłam świadkiem tego wszystkiego. Nie tej konkretnej choroby, ale całego stadium uczuć i emocji, które towarzyszą przy przewlekłej chorobie.

No comments:

Post a Comment

Witaj Drogi Gościu w moim internetowym zakątku.
Jest mi bardzo miło, że chcesz zostawić po sobie ślad, ale proszę jednocześnie, abyś zastosował się do kilku prostych zasad:

1.Podpisujemy się
2.Nie obrażamy świata
3.konstruktywna krytyka mile widziana
4.zostawiamy adres mailowy/adres bloga.

Dziękuję i pozdrawiam!
Justyna