Monday, 14 September 2015

#6 Tygodnik niespodziewana choroba Dropsa ... część 1

Miniony tydzień nie był ani prosty, ani przyjemny. Niby sprawy u Lubego w pracy się prostują i przeprowadzkę fabryki można uznać za teoretycznie zakończoną. Niby mój grafik nie wygląda wcale tak beznadziejnie jak to się początku wydawało. Jednak już od poniedziałku pewne rzeczy nie pozwalały na to, aby kolejne dni wyglądały stosunkowo beztrosko ... Wczoraj wieczorem obydwoje z Lubym uznaliśmy, że przez ten weekend raczej nie mieliśmy szansy odpocząć. W sobotę najpierw poświęciłam trochę czasu na pracę, chociaż zaledwie parę tygodni wcześniej zarzekałam się, że w tym roku nie dam wmanewrować się w sobotnie i niedzielne lekcje. W zeszłym roku w soboty zaczynałam pracę o 10, zaś kończyłam o 18. Doliczając do tego dojazd (na pierwszą lekcję jeździłam na Stoki, ostatnią kończyłam w okolicach Ronda Lotników Lwowskich) mogę śmiało powiedzieć, że nie było mnie około 10 godzin w domu. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że w niedzielę miałam kolejne 4 lekcje, więc mój tydzień pracy nie ograniczał się do 5 dni. Niezaprzeczalnym minusem takich sytuacji był fakt, iż moje życie osobiste i towarzyskie w pewnym momencie zaczęło ograniczać się do pracy. W tym roku postanowiłam, że pracuję od poniedziałku do piątku, zaś w sobotę mam 3 uczniów (tym razem takich, którzy przyjeżdżają do mnie). Dzięki temu zaczynając pracę o 9 jestem w stanie zakończyć ją jeszcze przed 14. W niedzielę również miałam nie pracować, ale poproszono mnie o kontynuację współpracy z zaocznym liceum, więc nie chcąc zostawiać ich na lodzi postanowiłam jeszcze do końca semestru zimowego, ''dać im coś od siebie''. Zeszły rok dosyć mocno dał mi w kość bo z jednej strony przybyło wielu nowych uczniów ( co zawsze jest radością bo cieszę się zawsze, gdy ktoś mi zaufa) i moje dochody poszły zdecydowanie w górę. Z drugiej zaś strony Luby nie miał zbyt wiele ze mnie pożytku bo po prostu byłam albo nieobecna ciałem (lekcje!lekcje!lekcje) albo duchem (bo kiedyś też trzeba odpocząć). W tym roku chcę to troszkę zmienić. Miniony weekend dawał ku temu okazję bo w niedzielę w Łodzi odbyły się urodziny naszego lotniska. Niestety... W piątek nasza niunia w postaci Dropsa była osowiała i nie miała apetytu. Luby pobiegł z nią do weterynarza, a ten (ku naszemu ogromnemu zdziwieniu) obwieścił nam, że nasze królicze dziecko ma na brzuszku guza wielkości małego kiwi. Mała dostała od razu zastrzyk przeciwzapalny i przeciwbólowy. Na poniedziałek byliśmy umówieni na operację usunięcia tego parszywego g... z jej brzuszka, ale Drops w czasie narkozy wpadła w bezddech, potem szybkie prześwietlenie i diagnoza, która wywołała u mnie potoki łez.              ...
Nasza mała uszatka ma złośliwy nowotwór, a jedyne, co możemy dla niej zrobić to niwelować ból i stan zapalny, aż do momentu, gdy odejdzie sama  lub gdy będziemy musieli podjąć decyzję o jej uśpieniu. Kilka lat temu mój pierwszy króliczek również zachorował na nowotwór. Weterynarz wycięła go, ale również nastąpiły przerzuty, więc koniec końców chcąc mu oszczędzić cierpienia ( a byliśmy na etapie karmienia go strzykawką i mycia kupra co chwila bo sam nie dbał już o higienę) zdecydowaliśmy się na uśpienie. Taka decyzja nigdy nie jest prosta, a komentarze ze strony bliskich osób (''bo przecież to tylko ''królik'', ''tylko pieniądze wydajecie'') nie pomagają w odnalezieniu się w tej trudnej sytuacji. Strasznie boję się o Dropsa, ale ustaliliśmy z mężem jedno-nie będziemy na siłę jej przetrzymywać. Wiem, że są osoby, które dla swojego zwierzaka zrobiłyby wszystko, ale zawsze trzeba pamiętać o tym, że powinniśmy zrobić wszystko, by zwierzak jak najbardziej cierpiał. A my ludzie i tak będziemy cierpieć czy to z powodu decyzji o uśpieniu i jednocześnie ją kwestionować czy też dlatego, że walczyliśmy o zwierzaka ''zbyt długo''.


No comments:

Post a Comment

Witaj Drogi Gościu w moim internetowym zakątku.
Jest mi bardzo miło, że chcesz zostawić po sobie ślad, ale proszę jednocześnie, abyś zastosował się do kilku prostych zasad:

1.Podpisujemy się
2.Nie obrażamy świata
3.konstruktywna krytyka mile widziana
4.zostawiamy adres mailowy/adres bloga.

Dziękuję i pozdrawiam!
Justyna