Monday, 17 August 2015

#5 Tygodnik część I

              Miniony tydzień był chyba jednym z najsłabszych w ciągu całych wakacji.



 Pochłonęły mnie sprawy praktycznie w postaci zakupów kocio-króliczych (wyobrażcie sobie, że mamy 60 kg żwirku w domu;-)!) i inne, które zaczęły wyskakiwać jak kukułki nie wiadomo skąd i nie wiadomo po co. Podczas ubiegłego tygodnia wielokrotnie z moich ust padały siarczyste słowa, ale starałam się nad sobą panować. Niezwykle miłym aspektem (paradoksalnie) były randki ze służbą zdrowia. Nigdy dotąd nie lubiłam szwendać się po lekarzach , ale z rozmów z wieloma ludźmi dookoła mnie wynika, że nie jestem wyjątkiem. Swego czasu firma Lubego umożliwiła mu korzystanie z prywatnej opieki medycznej, która jest znana wielu pracownikom korporacyjnym. Jako, że Luby mógł podpiąć mnie pod swoją kartę za bagatela 50 złotych miesięcznie, to  zdecydowaliśmy się na skorzystanie z tej możliwości. I tak minęło parę miesięcy do momentu, gdy dostałam zaproszenie na cytologię. Na początku po otworzeniu koperty chciałam rzucić ją w kąt, ale ze względu na próbę zmieniania moich nawyków postanowiłam zjawić się na tym badaniu. Oczywiście jako to w państwowej służbie zdrowia terminy były odległe, ale szybciutka konsultacja telefoniczna z Prywatną Służbą Zdrowia pozwoliła na ustalenie terminu zaledwie w ciągu tygodnia. Tak więcej w ostatnim czasie wykonałam więcej badań niż przez ostatnie pięć lat. Moje wyniki nie były zbyt satysfakcjonujące w pewnych dziedzinach dlatego też dzisiaj znowu wędruje do lekarza. Poza popularnymi badaniami na które należy przynieść własny słoiczek z wiadomo-z-czym i pozwolić na upuszczenie sobie odrobiny krwi, zdecydowałam się na wizytę u ginekologa, gdzie lekarz nie tylko zrobił cytologię, ale też skierował mnie na usg piersi. W sierpniu mam zamiar jeszcze spotkać się z dermatologiem i na tym (miejmy nadzieję, że póki co) zakończą się kontakty z prywatną służbą zdrowia bo już za 2 tygodnie będę miała całkiem inne rzeczy na głowie.

                Na samym początku tego wpisu napisałam, że miniony tydzień był słaby, ale słabe było jego zakończenie bo wczoraj wraz z Lubym zaczęliśmy się mocno zastanawiać czy przypadkiem nie złapałam jelitówki ... Dzisiaj jest nieco lepiej, ale i tak moje samopoczucie wpływa dosyć istotnie na problemy z zaplanowanymi wcześniej zadaniami dlatego mam szczerą nadzieję, że popołudniowa wizyta u internisty nieco mi pomoże.

            W zeszłym tygodniu nasz kot przeżył swój pierwszy raz z piaskiem podkradzionym robotnikom ocieplającym nasz blok. Nie żebyśmy chcieli aż tak bardzo zaoszczędzić na naszych zwierzątkach, ale paczka ze żwirkiem dojechała dopiero dzisiaj (a miała być w piątek), a my nie mieliśmy krzty czystego żwirku. Kicia oszalała z radości kopiąc zajadle wszystko dookoła kuwety, ale w sobotni poranek cały urok ''kradzionego'' prysł bo ani nie chciał się zbrylać ani pochłaniać zapachu, więc zaczęliśmy modlitwy, aby jednak nadeszła paczka. Kicia w ramach ''przeprosin'' dostała nie tylko 30 kg żwirku, ale też nową kuwetę, co by miała więcej intymności, a my mniej sprzątania. Króle również skorzystały z zakupów bo trafiły do nich dwie czyściutkie narożne kuwety (które są praktycznie niedostępne w sklepach stacjonarnych w normalnych cenach) i ogromna paka sianek, ziół i versele lagi. Ciekawe czy naszemu zwierzyńcowi starczy to do końca roku kalendarzowego ...

No comments:

Post a Comment

Witaj Drogi Gościu w moim internetowym zakątku.
Jest mi bardzo miło, że chcesz zostawić po sobie ślad, ale proszę jednocześnie, abyś zastosował się do kilku prostych zasad:

1.Podpisujemy się
2.Nie obrażamy świata
3.konstruktywna krytyka mile widziana
4.zostawiamy adres mailowy/adres bloga.

Dziękuję i pozdrawiam!
Justyna